Łany się srebrem rozciągały
od ziemi krańców do mórz brzegów,
wichry się w kłosy wczesywały,
jak w grzywy końskie w pełnym biegu.
Nocami łany księżycowe
spijały srebro z gwiazdek jasnych,
na pole wyszedł wrogi człowiek
i. . . między zboże posiał chwasty!
Rankiem zalękli się rolnicy,
gdy zobaczyli, co się stało,
że kąkol rośnie wśród pszenicy
wyjaławiając glebę całą.
Słudzy pytali gospodarza:
— Chcesz, byśmy poszli i zebrali
pszenicę? Ona teraz słaba…
Chcesz, byśmy z pola chwast wyrwali?
A Pan im odrzekł: — Nie czas jeszcze!
Niech rośnie wszystko aż do żniwa,
niech wichry wyją, płaczą deszcze,
niech kąkol w zbożu się ukrywa.
Dziś jeszcze chwastu żąć nie mogę,
aby nie zniszczyć dobrych zbiorów…
Lecz kiedyś kąkol wrzucę w ogień,
już nie podniesie się z popiołu!
Nasz świat jest właśnie taką rolą,
wróg-diabeł chwastem ją kaleczy,
ludzie to kłosy z wolną wolą,
które zasiewał Syn Człowieczy.
Nadejdą ostateczne lata,
przylecą żeńcy-aniołowie
powiążą w snopki chwasty świata
i grzeszny kąkol strawi ogień.
………………………….
………………………….
Kłosem jest każdy żywy człowiek!
Anioły już godziny liczą…
Musisz swym życiem dać odpowiedź:
kąkolem byłeś… czy pszenicą
/Lusia Ogińska/